Recenzja
John Everson - Demoniczne Przymierze
W uroczym, lecz prowincjonalnym miasteczku Terrel Heights jest tajemnicze urwisko zwane Górą Terrela, z którego co jakiś czas skacze samobójca. Tak przynajmniej głosi oficjalna wersja powtarzana przez wszystkich mieszkańców miasta. Ciało szarpane przez występy skalne roztrzaskuje się o ostre skały wybrzeża. Nikt nie ma szans na przeżycie. Nazajutrz policjanci ze stoickim spokojem czekają aż nadejdzie odpływ i dopełniają przykrych formalności. I tak od wielu, wielu lat. Giną przyjezdni, giną też młodzi ludzie, przed którymi świat stoi otworem – dzieci mieszkańców lokalnej społeczności. Joe Kieran, dziennikarz śledczy, ucieka do prowincjonalnego miasteczka Terrel po tym, jak odkrył grubą aferę. Choć pierwsze odkrycie przyniosło mu profity i sławę bohatera, to dotarcie do osób odpowiedzialnych za aferę przyprawiło o przerażenie. Dlatego Joe postanawia zniknąć, zaszyć się jak najdalej, najlepiej gdzieś na prowincji. Jego wybór – jak się okaże, dość niefortunny – pada właśnie na miasteczko Terrel Heights. Kiedy samobójczy skok zakończył żywot dziewiętnastoletniego Jamesa Canady, Kieran, z racji pełnionego dyżuru w swojej nowej redakcji, próbuje się dostać jak najszybciej na miejsce zdarzenia. Zastanawia go jednak fakt, że jego własny szef próbuje go odwieść od tego zamiaru usiłując zająć czymkolwiek innym. Dziennikarz już wie, że przed młodym Canadym było wielu innych „skoczków”, jak nazywają ich miejscowi. Kiedy rano dociera na skały u podnóża Góry Terrela, policjanci sugerują mu, że nie powinien grzebać w przeszłości innych. „Niech spoczywają w pokoju”; ta sugestia działa na znudzonego teraźniejszością byłego dziennikarza śledczego, który postanawia za wszelką cenę rozwikłać serię tajemniczych samobójstw. Jest w miasteczku obcy i nowy, wielu mieszkańców niezbyt chętnie z nim rozmawia, lecz jest ktoś, kto może mu pomóc uchylając rąbka tajemnicy. Stary George Polanski w pół zdaniach opowiada o samobójstwie młodziutkiej Margaret Kelly, wskazuje też na osobę, która wie wszystko o historii miasteczka. Okazuje się nią być czarnowłosa Angelika Napoli, lokalna ekscentryczka i wróżka. Próbuje oczarować przybysza tanimi chwytami, jednak kiedy ten wyjawia cel swojej wizyty, rozmowa przybiera mniej przyjemny charakter. W końcu Kieran słyszy legendę o demonie mieszkającym w pieczarze u podnóża Góry Terrela. Wiek temu zdarzyło się w osadzie coś tajemniczego. Od tego czasu, średnio co rok, czasem raz na pół roku, ginie w tym miejscu człowiek spadając ze szczytu skały, tuż obok siedziby złego ducha. Lokalna legenda wydaje się śmieszna, tym bardziej, że wróżka zachowuje się czasem jak obłąkana, a jak się okazuje, zależy jej tylko na pieniądzach. Reporter spotyka ponownie seksowną Angelikę na pogrzebie nieszczęsnego Jamesa Canady. Choć jego fascynacja tematem jest odczuwalna coraz silniej, jeszcze nie wie, że choć zaszył się na nudnej i pozornie bezpiecznej prowincji, wir wydarzeń wciągnie go w sam środek przerażającej akcji, która zaskoczy nawet najodważniejszego czytelnika.
„Demoniczne przymierze” to klasyczny horror ze wszystkimi jego elementami. Stylistycznie nie mam absolutnie nic do zarzucenia. W całej powieści dominuje bogate słownictwo, charakterystyczna jest duża dbałość o istotne szczegóły, napięcie stopniowane jest idealnie. Prezentacja bohatera, zaznajomienie czytelnika z jego poprzednimi losami i przyczynami, które spowodowały taką, a nie inną jego sytuację życiową odbywa się w sposób bezbolesny, rzekłbym, że bardzo delikatny i wyważony, wręcz niezauważalny. Dla czytelników wychowanych na horrorach Smitha i Herberta będzie to bardzo miła odmiana, a koneserzy gatunku szybko odnajdą wiele wspólnych cech z najlepszymi powieściami Shauna Hutsona. Jedyny minus całości, to odrobinę oklepany temat, choć z pewnymi istotnymi modyfikacjami, jednakże podany w tak fascynujący sposób, że można przymknąć oko na drobniutkie niedoskonałości. Duże brawa należą się autorowi za lekki styl, jakże odmienny od stylu klasyki horrorów. Nic w tym dziwnego, gdyż autor przygotował się do pisania bardzo dokładnie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Everson – jak na pisarza – jest człowiekiem dość młodym, a aby poczuć odpowiedni klimat stworzył sobie równie odpowiedni nastrój słuchając The Cure, This Mortal Coil, New Order i celtyckiego słowika – Loreeny McKennitt. Efekt? Powieść uhonorowano nagrodą imienia Brama Stokera przyznawaną najlepszym pisarzom grozy, a to powinno stanowić wystarczająca rekomendację.
Prawdziwi fani literatury grozy powinni być w pełni usatysfakcjonowani. Ciekawa akcja i lekkość pióra Eversona powinna zrekompensować czytelnikowi każde zauważone niedociągnięcie, choć w pewnym momencie czytelnik jest już tak pochłonięty lekturą, że przestaje zwracać uwagę na szczegóły. A przyznaję bez tortur i łamania kołem, że łatwo się w czytaniu tej książki zatracić, dlatego gorąco polecam tą pozycję. Nie będzie żadną ujmą dla mistrzów horroru, jeżeli obok ich arcydzieł stanie na Waszej czarnej półeczce „Demoniczne przymierze".


















