Recenzja
Philip B. Kerr - Marcowe fiołki
Każdy ruch kombatancki obrasta w rzekomych kombatantów, bo to daje pozycję i dodatkowe korzyści. W III Rzeczypospolitej kuriozalnym przypadkiem był minister do spraw kombatantów, który wystąpił o "należne" przywileje, mimo że w czasie wojny miał kilka lat.
Książka Philipa Kerra jest modnym ostatnio połączeniem klasycznej powieści kryminalnej z historycznym reportażem. Zawiła intryga sensacyjna dzieje się w realiach, które od autora wymagają rzetelnych studiów historycznych. Wszystko jest „z epoki" - opisy tramwajów, ulic, ubiorów, restauracji warunków życia są realistyczne, a fantazja autora trzymana w ścisłych ryzach.
W takie tło wpisana jest intryga, w wypadku „Marcowych fiołków" sięgająca szczytów władz hitlerowskich. Trochę seksu, zgorzkniały, ale wciąż imponujący sprawnością intelektualną były oficer policji kryminalnej detektyw Bernhard Gunther - to się czyta. Miejmy nadzieję, że wydawca sięgnie i po inne tytuły z tego cyklu.


















