Recenzja
Philip B. Kerr - Marcowe fiołki
Miasto pozornie barwne i rozentuzjazmowane, lecz tak naprawdę posępne i mroczne. Na porządku dziennym mamy tutaj pobicia, aresztowania, morderstwa i zaginięcia. Tymi ostatnimi zajmuje się główny bohater: Bernhard Gunther - były oficer kripo, policji kryminalnej, a obecnie prywatny detektyw. Dni wypełnione poszukiwaniami zaginionych, odwiedziny w barach i rozmyślanie nad upadkiem świata: to codzienność Gunthera.
Pewnego dnia jednak, jak to w rasowym kryminale bywa, Bernhard dostaje zlecenie, które mocno zmieni jego życie. Detektyw ma się zająć wyjaśnieniem kradzieży biżuterii, która zniknęła z sejfu pewnego majętnego i bardzo wpływowego człowieka. Rzecz ma być prosta i szybka do załatwienia, a otrzymana zapłata powinna wystarczyć na długie miesiące picia w spelunkach. Oczywiście nic nie potoczy się tak, jak powinno i Bernhard wpada w poważne tarapaty: wraz z postępami w śledztwie robi się coraz niebezpieczniej.
(...)
Recenzja: Małgorzta Tomaszek, Wp.pl


















