Recenzja
Philip B. Kerr - Marcowe fiołki
W trzy lata po dojściu Hitlera do władzy, Niemcy przeżywają okres prosperity. Były oficer policji kryminalnej, a obecnie prywatny wywiadowca Bernhard Gunther też nie narzeka na brak zleceń – zwłaszcza od rodzin osób które zaginęły bez wieści. Pewnego letniego dnia, w szykującym się do Igrzysk Olimpijskich Berlinie, Gunther otrzymuje niezwykłe zadanie. W ekskluzywnej willi w Lichterfelde-Ost, w zamożnej dzielnicy w południowo-zachodnim Berlinie, wybucha pożar, w którym ginie młode małżeństwo. Kobieta okazuje się być córką germańskiego potentata przemysłowego, Hermanna Sixa, mężczyzna zaś – zaufanym pracownikiem Heinricha Himmlera. Sekcja zwłok wskazuje, iż oboje, zanim spłonęli, zostali zamordowani. Jednak Gunther, ku swemu niepomiernemu zdumieniu, wcale nie ma odszukać mordercy, tylko kolię Cartiera, skradzioną owej nocy z pancernego sejfu…
Philip Kerr urodził się w 1956 roku w Edynburgu. Ex-copywriter, dziennikarz (współpracownik „Sunday Times”, „Evening Standard”, „New Statesman”), pisarz. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu w Birmingham. Autor kilkunastu powieści dla dorosłych czytelników i dla dzieci (wydawanych pod pseudonimem P.B. Kerr). Zadebiutował w 1989 roku powieścią Marcowe fiołki. Rok później napisał drugi tom trylogii berlińskiej, The Pale Criminal, ukazującej niezwykły obraz III Rzeszy u narodzin jej potęgi i po jej upadku. Od tego czasu pisze właściwie nieprzerwanie, ciesząc się sławą na Wyspach. Dziś, po dwudziestu latach od ich premiery, Marcowe fiołki trafiają w ręce polskich czytelników.
Bernhard Gunther to detektyw w stylu Philipa Marlowe’a Raymonda Chandlera czy Sama Spade’a Dashiella Hammetta. Bernie to niepokorny twardziel. Uwielbia piękne kobiety, nie stroni od sznapsa, a w kieszeni jego spodni zawsze musi znajdować się paczka Murattich. Jest buntownikiem – po dziesięciu latach pracy w prestiżowej jednostce policji, Kripo (Kriminalpolizei), postanowił odejść, aby sprzeciwić się polityce segregowania przez partię rządzącą pracowników struktur policji według kryteriów ideologii i narodowości. Jest odważny, bezpośredni, ekstremalnie szczery. Jest przy tym cynikiem. Specyficzne poczucie humoru to jego najbardziej charakterystyczna differentia specifica.
Detektyw jest Berlińczykiem, jednak nie czuje się dobrze w mieście rządzonym przez narodowych socjalistów. Z pobrzmiewającą w jego głosie nutką nostalgii mówi: Berlin. Dawniej kochałem to miasto. Ale to było zanim spojrzało ono w swoje odbicie i włożyło tak ciasny gorset, że z trudem mogło oddychać. Lubiłem jego beztroską filozofię, jazz, wulgarne, pełne życia kabarety i inne kulturalne ekscesy, którymi charakteryzowały się czasy weimarskie i które sprawiały, że Berlin był jednym z najbardziej ekscytujących miast świata.
Berlin 1936 roku to miasto terroru, intryg, przemocy i inwigilacji. Kerr przyrównuje rządzone przez nazistów miasto do wielkiego, ciemnego, nawiedzonego przez duchy domostwa, pełnego mrocznych zakątków, ponurych schodów, złowieszczych piwnic, pozamykanych pokoi. Bernie dusi się w jego atmosferze. Nie zgadza się na królujące na ulicach bezprawie. Przeraża go bestialstwo władz i cierpienie szykanowanych przez nazistów obywateli.
Kerr kreśli niezwykle sugestywny obraz przedwojennego Berlina. Jest on przy tym niesamowicie precyzyjny – krok po kroku odtwarza przed czytelnikiem topografię miasta. Opowiada o dawnych budynkach, instytucjach, niesnaskach pomiędzy Kripo, Sipo i Orpo, a przy tym wprowadza do powieści całą masę smakowitych pojęć, takich jak choćby tytułowe marcowe fiołki, które opisując karierowiczów NSDAP, którzy wstąpili do partii po zwycięskich wyborach z 5 marca 1933 roku, w znakomity sposób oddają klimat tamtych czasów i sposób postrzegania przez Berlińczyków przedwojennego świata.


















