Recenzja
Pauline Rowson - Ogień i woda
Jedynie przyjaciel Jacka Adam Greene zaczyna coś podejrzewać. Nieświadomy ryzyka zostaje wkrótce wplątany w tajemniczą i niebezpieczną grę pozorów. Odsłonięcie skrywanej od lat tajemnicy zmusza Adama do zmierzenia się z własną mroczną przeszłością. Wie, że już nie może się cofnąć, że musi odkryć prawdę bez względu na stawkę…
Rowson nie daje nam łatwej lektury, w której wszystko wyłożone jest na tacy. Seria morderstw i tajemniczych zgonów z każdą stroną przybiera na sile - trup sieje się gęsto rozwiązanie zagadki miast być coraz bliżej oddala się aż do niesamowitego finału.
Ciekawe, że Rowson nie tworzy jakiegoś super bohatera - niestrudzonego angielskiego detektywa, który idealnie pasowałby do wiecznie zachmurzonych krajobrazów “Ognia i wody”. Nie - tu rolę główną gra artysta samouk - Adam Greene, który sam próbuje rozwiązać tajemniczą sprawę zgonów strażaków z wybrzeża. Choć brakuje mu wielu detektywistycznych umiejętności, które wydawać by się mogło, są częścią angielskiego DNA odziedziczonego po sławnych przodkach - chłopak daje radę. Dzięki takiemu zabiegowi czytelnik wciela się w jego skórę - wiedząc to, co wie on i tylko śledząc uważnie wszystkie tropy odkryje tajemnicę, jaką kryje pozornie ciche miasteczko.
Dodatkowym atutem książki jest świetne tłumaczenie całego kryminału, przez co możemy dokładnie zapoznać się z ciekawym (a co za tym idzie nienudnym) stylem autorki
Mam nadzieję, że Ogień i Woda to tylko kolejna z serii ciekawych książek Rowson, których nie zabraknie nam na czas długi.


















